tytul_zwiazek
tytul_zwiazek
logo_forum
Statystki odwiedzin
OkresWizytOdsłon
Dziś 413 746
Wczoraj 1110 2057
Ostat tydzień 5077 11058
Ostat. dwa tyg. 9011 20316
Ostat. miesiąc 19504 43267
Ostatni rok 224187 479639
Razem 978797 2231719
Czy poznańscy policjanci są skorumpowani!!!
Gangsterzy korumpowali poznańskich policjantów?
 
Czy poznańscy policjanci zajmujący się wyjaśnianiem głośnych zabójstw brali łapówki od gangsterów chcących zapewnić sobie nietykalność? Odpowiedzi na to pytanie szuka Komenda Główna Policji. – Prowadzimy postępowanie wyjaśniające. Nie mogę mówić o szczegółach – mówi Grażyna Puchalska z wydziału prasowego KGP.
 
Komenda zainteresowała się sprawą, bo w marcu otrzymała anonim. Jak ustaliliśmy jego autorem jest policjant lub grupa policjantów związanych z sekcją kryminalną poznańskiej policji. Na kilku stronach listu opisują nieprawidłowości, których mieli dopuścić się pracownicy sekcji. Autorzy anonimu twierdzą, że dwaj wysocy rangą policjanci przez lata przyjmowali łapówki od przestępców. Tak miało być, gdy w poznańskim klubie Blue Note zabito Ormianina. Do zdarzenia doszło w 2002 roku. Jako sprawcę wytypowano Andrzeja K., uznawanego za szefa jednej z grup przestępczych. Uniknął odpowiedzialności, jak napisano w anonimie, za 60 tysięcy złotych. Pieniądze przyjęli ponoć dwaj wspomniani wcześniej funkcjonariusze.
 
Inną łapówkę, tym razem 100 tysięcy złotych, dwaj policjanci mieli rzekomo dostać za niewyjaśnienie sprawy zabójstwa Jacka S. W 2000 roku zginął on w pobliżu dyskoteki na ulicy Zamkowej w Poznaniu. Podczas bójki został ugodzony nożem i zmarł. Początkowo zatrzymano młodego żołnierza służby zasadniczej. Postawionomu zarzut zabójstwa. W areszcie nie siedział długo. Nie znaleziono dowodów na jego winę. Sprawę szybko umorzono.
Stało się tak, mimo że dla nikogo nie było tajemnicą, iż tamtej nocy na Zamkowej znalazł się dobrze znany policjantom Marcin B., zwany Młodym Makowcem. W 2000 roku nie usłyszał zarzutów. Na jego korzyść zeznał między innymi Roman F.,mężczyzna narodowości romskiej. Podobnie jak Młody Makowiec był znany policji, często wchodził w konflikt z prawem. Rom był świadkiem zdarzenia i twierdził, że Makowiec nie zabił. Jak twierdzi jeden z naszych rozmówców znający szczegóły sprawy, Roman F. miał wystawić Makowcowi alibi za 2 tysiące złotych. Autorzy anonimu przekonują z kolei, że policja dobrze wiedziała, że za zabójstwem stoi Młody Makowiec. Dwaj policjanci za niewykrycie sprawcy mieli dostać około 100 tysięcy złotych.
Jednak Marcin B. trafił ostatecznie do aresztu. Doszło do tego pod koniec ubiegłego roku. Zatrzymano go po rewelacjach innego gangstera o pseudonimie Kanada. Skruszony przestępca w więzieniu zaczął pisać pamiętnik. Opisywał w nim między innymi sprawę zabójstwa na Zamkowej. Stwierdził, że sprawcą był właśnie Młody Makowiec. Kanada miał motyw, by wsypać Makowca. Ten miał bowiem romans z jego przyjaciółką.
Jednak nie tylko Kanada przypomniał sobie po latach szczegóły wydarzeń z 2000 roku. Na niekorzyść Młodego Makowca zaczął również zeznawać Roman F.
Jeden z adwokatów Marcina B. – nie chce, by publikować jego nazwisko – wątpi jednak w wiarygodność obu świadków. Jak mówi, Kanada i Cygan przypomnieli sobie o sprawie po kilku latach i co ciekawe, pamiętają bardzo wiele szczegółów. Zdaniem obrońcy, celowo pogrążają Makowca w zamian za łagodniejsze potraktowanie przez wymiar sprawiedliwości. Obaj mają wyroki za przestępczość samochodową.
Sprawa zabójstwa na Zamkowej prawdopodobnie znajdzie finał w sądzie. Prokuratura Okręgowa w Poznaniu w zeszłym roku wznowiła śledztwo dotyczące tamtego zajścia. Teraz podejrzanym jest Marcin B. Nie przyznaje się do winy.
Wróćmy jednak do sprawy anonimu. Policjant kryminalny, który poznał jego treść, twierdzi, że w liście nie opisano innego przykładu świadczącego o korupcji w poznańskiej policji.
– Kilka lat temu doszło do zabójstwa w dyskotece Studio Jack w Poznaniu. Zginął student – mówi nasz rozmówca. – Policja dzięki własnej agenturze opłacanej z funduszu operacyjnego ustaliła, kto jest sprawcą. Był nim znany gangster. Wykupił się jednak za 70 tysięcy złotych. Pieniądze „pod stołem” przyjęli dwaj policjanci. Sprawę umorzono – dodaje.
To jednak nie koniec rewelacji poruszonych w anonimowym liście. Opisano w nim również rzekome błędy popełnione podczas śledztwa dotyczącego morderstwa w Głuchowie. W 1999 roku w tej podpoznańskiej wiosce zabito rolnika Mariusza Sobkowiaka. Wytypowano sprawców, ale i oni uniknęli odpowiedzialności. Z Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu zniknęły wkrótce ważne dowody. Chodziło między innymi o broń, której mieli używać sprawcy. O szczegółach tej sprawypisaliśmy już w „Polsce Głosie Wielkopolskim” kilkakrotnie.
Przypomnijmy, że sprawę zabójstwa wyjaśniał policjant Waldemar N. Znalazł broń, ale później został oskarżony o jej ukrycie. Po trwającym kilka lat procesie został uniewinniony od tego zarzutu. Świadkowie zeznali, że oddawał broń swoim przełożonym. Ci zaprzeczają. Autorzy anonimu sugerują, że policjant stał się ofiarą rozgrywek przełożonych.
Gdy Waldemar N. odnalazł broń, jego szefowie mieli ponoć stwierdzić, że szkoda by było, aby ten fakt „przeszedł bez echa”. Wpadli na pomysł, by broń wyrzucić do jeziora, w którym znaleziono zwłoki młodego rolnika. Do broni przywiązano sznurek i zamocowano go do kołka przy brzegu. Na drugi dzień, dzięki sznurkowi, broń miała zostać „cudownie” odnaleziona. Przełożony Waldemara N. mógłby więc pochwalić się sukcesem, a agentowi, który wskazałby miejsce ukrycia broni, wypłaciłby nagrodę.
Taką wersję zdarzeń dotyczącą ukrycia broni przedstawili policjanci w anonimowym liście. Brzmi ona wręcz niewiarygodnie, ale niewykluczone, że jest prawdziwa. W taki sam sposób przebieg zdarzeń zrelacjonował nam Waldemar N.
– Przełożeni chcieli się mnie pozbyć, bo nie zgadzałem się z ich metodami pracy. Na siłę szukali na mnie jakiegoś haka. Uznali, że po wyrzuceniu broni do jeziora i jej szybkim odnalezieniu, zdobędą dowód świadczący o tym, iż ukryłem dowody. Na całe szczęście to matactwo im się nie udało, bo broń wyrzucona do jeziora zniknęła – mówi Waldemar N.
Wypowiedzi Waldemara N. uwiarygadnia kilku innych funkcjonariuszy. Autor artykułu w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy dotarł do osób związanych z poznańską policją kryminalną. Funkcjonariusze opowiedzieli wtedy historię o broni przywiązanej do sznurka. Jak mówili, gdy w 2000 roku broń została wyrzucona do jeziora, nie została już później odnaleziona. W sekcji kryminalnej poznańskiej policji zaczęto żartować z policjantów, którzy wyrzucili broń do wody, że „ryby zjadły im przynętę”. Ostatecznie po kilku miesiącach sprawę karną za zaginięcie broni wytoczono Waldemarowi N. Został uwolniony od tego zarzutu, na razie nieprawomocnie. Sprawcy zabójstwa Mariusza Sobkowiaka do dziś nie stanęli przed sądem.
Podczas zbierania materiałów do tekstu, poprosiliśmy o spotkanie obu policjantów, których opisano w anonimie jako osoby przyjmujące łapówki od gangsterów. Obaj odmówili. Jeden stwierdził, że nie będzie komentował anonimów. Drugi powiedział, iż w związku z postępowaniem wyjaśniającym prowadzonym w tej sprawie przez Komendę Główną Policji, nie będzie się wypowiadał.
O spotkanie poprosiliśmy również Krzysztofa Jarosza, obecnie zastępcę Komendanta Wojewódzkiego Policji. W przeszłości pracował z obydwoma funkcjonariuszami w tej samej jednostce. Chcieliśmy zapytać Krzysztofa Jarosza, czy podczas pracy z nimi docierały do niego sygnały o ich rzekomych niejasnych kontaktach z gangsterami.
Krzysztof Jarosz nie znalazł jednak czasu na rozmowę. Był zbyt zajęty.
–Spotkanie będzie możliwe w przyszłym tygodniu – poinformował nas Andrzej Borowiak, rzecznik KWP w Poznaniu.

Łukasz Cieśla  -  POLSKA Głos Wielkopolski

 
tytul_szukaj
tytul_zegar
13:44:07
tytul_kalendarz
Listopad 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930     
tytul_zwiazek
mapka
tytul_zwiazek
galeria
tytul_zwiazek
Czy służba w Policji jest atrykcyjna?
Tak
Nie
dzielnik


ZW NSZZ P - FZZSM z niepokojem przyjmuje podjęte przez służby podległe MSWiA na podstawie donosów od sygnalistów działania wobec niewygodnych działaczy związków zawodowych służb mundurowych.