tytul_zwiazek
tytul_zwiazek
logo_forum
Statystki odwiedzin
OkresWizytOdsłon
Dziś 81 135
Wczoraj 793 1523
Ostat tydzień 3940 8287
Ostat. dwa tyg. 6921 14826
Ostat. miesiąc 15456 32038
Ostatni rok 204917 440823
Razem 916098 2101135
Artykuł Gazety Polskiej - odgrzewane kotlety!!!

Źle się dzieje w poznańskiej policji. Ostatnie lata to ciąg skandali. Nie tylko z udziałem szeregowych funkcjonariuszy, ale także oficerów wysokiej rangi. Jeden z komendantów został skazany. Pojawiły się również oskarżenia, że za łapówki pomagano bandytom podejrzanym o zabójstwa

Prokuratura Okręgowa w Poznaniu zakończyła właśnie śledztwo przeciwko policjantom, którzy upokarzali dwóch mężczyzn. W nocy z 1 na 2 czerwca 2007 r. "stróże prawa" pełnili służbę na Starym Mieście. Zawieźli do izby wytrzeźwień mężczyznę. W poczekalni na jednej z ławek siedział już delikwent przywieziony przez inny patrol. Obaj znali się i ucieszyli na swój widok. Ze względu na stan upojenia przywitanie było bardzo wylewne. Wtedy policjanci oraz personel izby zaczęli ich zachęcać do udawania -jak to określił prokurator - "zachowań seksualnych". W zamian obiecali papierosy. Pijani zgodzili się, a obserwujący mieli niezły ubaw. Nagrywali nawet obsceniczne sceny za pomocą telefonu komórkowego.

- Opisane zachowanie funkcjonariuszy policji, lekarza i sanitariuszy zostało zakwalifikowane jako przestępstwo znieważenia z art. 216 paragraf 1 kk - wyjaśnia Magdalena Mazur-Prus, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Przed poznańskim Sądem Okręgowym trwa już inny, poważniejszy proces z udziałem czterech policjantów, którzy brali udział w głośnej strzelaninie przy ulicy Bałtyckiej. Pomylili oni dwóch niewinnych chłopaków z niebezpiecznym bandytą. Jeden nie żyje, a drugi na zawsze pozostanie kaleką. To tylko nieliczne skandale z udziałem poznańskich policjantów, do których doszło w ostatnich latach.

Wyrok komendanta

"Gazeta Polska" raz już opisywała śledztwo, w którym podejrzanym był Zdzisław S. Dzisiaj emeryt, ale w tamtym czasie komendant miejski poznańskiej policji. Niespotykany dotychczas skandal zaczął się od drobnej kolizji drogowej w czerwcu 2004 r. Zderzyły się dwa fordy. Jednym kierował Bogdan N., a drugim Waldemar G. Nikt nie odniósł obrażeń, ale mężczyźni nawzajem zrzucali na siebie winę o spowodowanie stłuczki. Pojawili się więc policjanci z "drogówki". Zrobiono oględziny miejsca kolizji i wszczęto śledztwo w sprawie ustalenia sprawcy zdarzenia.
Bogdan N. postanowił wyprzedzić ich ustalenia. Zgłosił się do krewnego - Andrzeja Nowakowskiego, który wówczas był wielkopolskim wojewodą. Urzędnik skontaktował się ze Zdzisławem S. Policjant natychmiast zaczął działać. Interweniował u funkcjonariuszy zajmujących się kolizją. W trakcie kilku rozmów nie słuchał ich argumentów, że to wina Bogdana N. jest najbardziej prawdopodobna. Kazał załatwić sprawę tak, aby winnym wypadku został Waldemar G. Być może skandal pozostałby w ciszy gabinetów, gdyby nie lokalni dziennikarze, do których zgłosił się skrzywdzony kierowca. Na dodatek podczas procesu doszło do kompromitacji policji, bo powołany przez sąd biegły wykpił jej argumenty, a Waldemar G. został uniewinniony.
W czerwcu 2006 r. ukazał się artykuł opisujący skandaliczne zachowanie Zdzisława S. Komendant odpierał zarzuty, ale równocześnie szybko przeszedł na emeryturę. Ucieczka nie pomogła, bo Prokuratura Rejonowa w Pile wszczęła śledztwo. Po kilku miesiącach oskarżyła policjanta o przekroczenie uprawnień oraz działanie na szkodę interesu prywatnego. Proces byłego komendanta toczył się przed Sądem Rejonowym w Poznaniu. ZdzisławS. został uznany za winnego. Wyrok brzmiał: rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata oraz grzywna 3 tys. zł. Obrona złożyła wprawdzie apelację, ale orzeczenie zostało podtrzymane i dzisiaj jest już prawomocne.

Wypadek I rzecznik

Skandalem zakończył się także wypadek drogowy, który miał miejsce w Kalwach koło Grodziska Wielkopolskiego. Wieczorem 26 listopada 2006 r. na prostym odcinku drogi zderzył się fiat 126p i ciężarowy DAF, którego prowadził Krzysztof L. Kierowca zmiażdżonego malucha zginął. Na miejscu tragedii pojawiła się "drogówka". Przyjechał także Andrzej Borowiak, rzecznik Komendy Miejskiej Policji za czasów wspomnianego wcześniej komendanta Zdzisława S. Tamtego wieczora nikt nie przykładał wagi do tego faktu, bo policjant często pojawiał się na miejscu rozmaitych zdarzeń.

Wyjaśnianiem okoliczności tragedii zajęła się Prokuratura Rejonowa w Grodzisku Wielkopolskim. Po zaledwie trzech tygodniach uznała, że winnym jej spowodowania jest nieżyjący kierowca fiata, który miał doprowadzić do czołowego zderzenia. Tym samym wydała postanowienie o umorzeniu śledztwa. Bez powoływania jakichkolwiek biegłych, przesłuchując jedynie kierowcę ciężarówki. Nie wyjaśniono, jak DAF znalazł się na lewym pasie jezdni. Taka decyzja wzburzyła krewnych zmarłego. Wszczęli własne dochodzenie.

Już po kilku dniach dotarli do sensacyjnej informacji. Ciężarówka biorąca udział w wypadku należałado firmy brata Andrzeja Borowiaka. Rzecznik dwukrotnie kontaktował się tego wieczora z oficerem dyżurnym grodziskiej komendy, ale nagranie jednej z rozmów zaginęło. Krewni zwrócili też uwagę na kardynalne błędy popełnione przez policjantów zabezpieczających miejsce kraksy. Nie zaznaczono śladów hamowania, zmieniono usytuowanie niektórych przedmiotów, a nawet przeniesiono ciało zmarłego. Krewni uznali, że to nie przypadek. Przez lalka miesięcy domagali się wszczęcia nowego śledztwa. Dopięli swego. Dzisiaj nie ma żadnych wątpliwości, że pierwotne postępowanie było prowadzone co najmniej nieudolnie. Gdy powołano kompetentnych biegłych, okazało się, że wina Krzysztofa L. jest bezsporna. Mężczyzna został już skazany za nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym.

Trwa natomiast inne śledztwo. Decyzją poznańskiej Prokuratury Apelacyjnej prowadzi je Prokuratura Rejonowa we Wschowie. W sprawie ewentualnego popełnienia przestępstwa z art. 231 kk, czyli przekroczenia przez funkcjonariusza publicznego swoich uprawnień. - Chodzi o policjantów zabezpieczających miejsce wypadku. Nikomu jeszcze nie postawiliśmy zarzutów - powiedział "GP" Bartosz Jabłoński, prokurator nadzorujący śledztwo.
Po wybuchu skandalu Andrzej Borowiak na krótko przestał pełnić funkcję rzecznika prasowego. Obecnie nie tylko znowu współpracuje z dziennikarzami, ale nawet awansował. Dzisiaj jest rzecznikiem komendanta wojewódzkiego policji.

Szokujący anonim

W kwietniu tego roku "Głos Wielkopolski" ujawnił, że do Komendy Głównej Policji trafił szokującej treści anonim. Opisano w nim nieprawidłowości popełnione podczas licznych śledztw dotyczących zabójstw. Autor donosu wymieniał długą listę i pisał wprost, że policjanci brali łapówki od bandytów. Lektura artykułu budzi grozę. Z jego treści wynika, że w 2002 r. w klubie Blue Notę zabito Ormianina. Jako sprawcę wytypowano Andrzeja K., znanego w Poznaniu gangstera. Nie trafił za kratki dzięki 60 tys. zł łapówki.

Inny bulwersujący przypadek. Student został pchnięty nożem. Rana okazała się śmiertelna. W śledztwie pojawiło się nazwisko człowieka notowanego przez policję, ale nigdy nie został on zatrzymany. Umorzenie śledztwa z powodu niewykrycia sprawców miało kosztować 70 tys. zł. Wyjątkowo kuriozalną jednak jest sprawa zabójstwa młodego rolnika z podpoznańskiego Głuchowa. Mariusz S. został zastrzelony w 1999 r.. Do dziś nie udało się osądzić sprawców zabójstwa, choć wśród podejrzanych pojawili się miejscowi kłusownicy. Udało się natomiast znaleźć broń. Strzelba została zabezpieczona w komendzie, ale kilka dni później... znikła. Bardzo długo nie było wiadomo, w jakich okolicznościach. Zajmujący się sprawą policjant Waldemar N. został oskarżony o nieprawidłowości w śledztwie, ale wyrok był uniewinniający.

Dopiero w kwietniu tego roku wyszło na jaw, jak zaginęła strzelba. Gdyby nie powaga sytuacji, można by pękać ze śmiechu. Według autorów anonimu przełożeni Waldemara N. uznali, że trzeba jakoś nagłośnić fakt znalezienia broni. Wpadli więc na pomysł, aby przymocować ją do sznurka i wrzucić do jeziora w pobliżu domu Mariusza S. Następnego dnia miała zostać "odnaleziona", a powiadomieni dziennikarze ogłosiliby sukces. Problem polegał na tym, że następnego dnia w wodzie pływał jedynie sznurek.

- Najbardziej niepokoi mnie, że nie ma woli wyjaśnienia poważnych przecież zarzutów. Zwłaszcza że podobnych historii jest znacznie więcej, a podejrzenia padają wobec bardzo ważnych policjantów. Jeden wprawdzie przeszedł na emeryturę, ale drugi ciągle pełni służbę - mówi "Gazecie Polskiej" Łukasz Cieśla, dziennikarz "Głosu Wielkopolskiego", który opisał wspomniany anonim. - Nie jest dobrze w poznańskiej policji. Dla mnie najbardziej szokujący był przypadek Zdzisława S. Ta buta i arogancja była przerażająca - dodaje.

Mimo ciążących na byłym komendancie zarzutów, w ostatnich wyborach samorządowych kandydował on na radnego z listy komitetu prezydenta miasta Ryszarda Grobelnego, wybranego wcześniej przy poparciu PO. Przypomnijmy, że także Grobelny został skazany niedawno w pierwszej instancji za aferę Kulczyk parku.

Na koniec anegdota sprzed kilku lat. Chodzi o komisarza Jarosława L. Policjanta zajmującego się ochroną informacji niejawnych, który miał ogromne długi. Jego przełożeni nie wiedzieli o tym lub nie chcieli wiedzieć. Jedno i drugie ich kompromituje. Afera wybuchła, gdy Jarosław L. udał się do lombardu i zastawił w nim... służbowy pistolet! Strach wychodzić na ulice przy takich stróżach prawa.

Strzelba została zabezpieczona w komendzie, ale kilka dni później... znikła. Bardzo długo nie było wiadomo, w jakich okolicznościach. Dopiero w kwietniu tego roku wyszło na jaw, jak zaginęła. Według autorów anonimu przełożeni Waldemara N. uznali, że trzeba jakoś nagłośnić fakt znalezienia broni. Wpadli więc na pomysł, aby przymocować ją do sznurka i wrzucić do jeziora w pobliżu domu Mariusza S. Następnego dnia miała zostać "odnaleziona", a powiadomieni dziennikarze ogłosiliby sukces. Problem polegał na tym, że następnego dnia w wodzie pływał jedynie sznurek.

Źródło:
Gazeta Polska 

tytul_szukaj
tytul_zegar
09:35:34
tytul_kalendarz
Sierpień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031     
tytul_zwiazek
mapka
tytul_zwiazek
galeria
tytul_zwiazek
Czy służba w Policji jest atrykcyjna?
Nie w stosunku do innych zawodów
Tak
Duże ryzyko,niski status materialny
dzielnik


ZW NSZZ P - RMF FM - Brakuje prawie 6 tysięcy funkcjonariuszy. Powodów takiej sytuacji jest kilka - pierwszy z nich to odejścia. Niepewna sytuacja funkcjonariuszy w służbie, w związku z pomysłami MSWiA sprawia, że do końca lipca z policji odeszło ponad 4 tysiące funkcjonariuszy, a przyjęto jedynie 1,5 tysiąca.